|
Zgubiłem sie we własnym mieście • Opowieści |
| Autor |
Wiadomość |
konfliktowy joe
Zaawansowany homo chlorensis


Dołączył: 29 Gru 2006 Posty: 127 Skąd: Torun
|
Wysłany: Pon Lip 23, 2007 22:02 Zgubiłem sie we własnym mieście
|
|
|
I nadszedł ten dzień Dziś troche to z nudów troche z chęci podzielenia się swoimi doświadczeniami ze "światem" opowiem Wam swoją niedawną pijacką historie
Generalnie nie powinna mieć ona miejsca bo wiele razy obiecywałem sobie ze za stary juz jestem na takie akcje i trza umiar znać No ale jak wiadomo praktyka często mija się z teorią i właśnie tak było tego dnia.
Wszystko zaczęło się standardowo wykład, ćwiczonka na których zapada decyzja ze dzisiaj stałym i wiernym składem oddamy sie naszej pasji tj. spożyjemy sobie "Kartona Wiśniowego Mocnego" na łonie natury-pięknej zresztą bo w Parku Krajobrazowym "Kępa Bazarowa" z widokiem na gotycką panorame Torunia. Tak więc bez większych ceregieli dalej był zakup winka, w obliczonej na nasze możliwośći i biorąc pod uwage poranne zajęcia nastepnego dnia, liczbie 4 litrowych kartonów na trzech Czyli prosty rachunek koło 1,3 litra na łeb plus jakaś zagrycha Już na miejscu wszystko odbyło się bez niespodzianek no moze prócz jednej zaskakująco szybko, szybciej niż zwykle kartony zostały opróżnione Zazwyczaj po takiej ilości udajemy sie grzecznie do swoich siedzib na zasłużony odpoczynek i sen. Tego dnia miało być jednak inaczej, niedość ze szybko skonczyło nam sie wino to uważany dotąd w naszej trójce za najlepszego "zawodnika" (na potrzeby opowiesci zwany Czesiem) wyszedł ze spotkania z kartonem dziwnie mocno sponiewierany Jednak nie to było najgorsze Gorsze stało sie w chwile po wysuszeniu trunku Ktoś rzucił hasło że idziemy jeszcze po kartona a reszta jednogłośnie zaakceptowała tą propozycje, a co jeszcze gorsze okazało sie ze jeśli solidarnie zrzekniemy się luksusu przejazdu autobusem do naszego punktu docelowego jakim chwile wcześniej stał się Polo przy akademikach to bedzie nas na rzeczonego kartona stać Już nie dłudo potem staliśmy pod drzwiami sklepu I tu popełnilismy błąd kolejny troche tak "dla jaj" wysłalismy po kartona najbardziej nietrzeźwego z nas Czesia sami obserwując jego poczynania przed kasami Niedoceniliśmy go, juz po chwili z radosnym uśmiechem na ustach ukazał sie na nam Czesiu z DWOMA!!! kartonami i paluszkami na zagryche, skąd miał kase? do dziś niewiadomo... jednak wtedy nie zaprzątaliśmy sobie głowy takimi szczegółami Udaliśmy się do pobliskiego lasku na ławeczkę i rozpoczeliśmy konsumpcje Po 5tym tego dnia kartonie zauważyliśmy ze z naszym Czesiem dzieją się dziwne rzeczy, nigdy dotąd nie widzieliśmy zeby w tak naiwny sposób przegrywał walke z grawitacją Sam Czesiu twierdził ze jest spoko, a my jakoś tego dnia byliśmy nad wyraz ufnii... więc nie drązyliśmy tematu Skończyliśmy 6go kartona i wtedy okazało się ze na ławeczce siedza już tylko dwie osoby... Czesiu lezał spokojnie obok...Zapadła decyzja- czas wracać do domu Czesiu prawdzie nie zgadzał się z uzasadnieniem ze idziemy do domów bo to już max naszych możliwości ale przystał na interpretacje uzasadniającą tą decyzjie, ze nie pijemy juz bo nie mamy za co. Wzięliśmy więc Czesia pod pachy i szlismy tak aż do momentu gdy przyszło mi zostać samemu z Czesiem gdyz trzeci z naszej brygady udał sie inną drogą do akademika Celem natomiast wędrówki mojej i Czesia była zupełnie inna dzielnica miasta w której obaj mieszkaliśmy Zawisł więc Czesiu na mnie bez większej kontroli nad aktualnym położeniem swojego ciała Co zaskakujące jednak zachował on zaskakująco dobrą orientacje w terenie i bystrość umysłu Tworzyliśmy zgraną parę I cięzko powiedzieć kto kogo prowadził bo ja stanowiłem sztywne podparcie dla Czesia on natomiast wiedział na jakiej ulicy się znajdujemy i najdziwniejszymi zakamarkami prowadził nas do jego stancji Wtedy nie zwracałem na to uwagi, ale mimo ze mój błędnik spisywał się duzo lepiej niż czesiowy to zupełnie nie wiedziałem gdzie aktualnie sie znajduje I dość sporym zaskoczeniem było dla mnie gdy nagle staneliśmy przed drzwiami mieszkania Czesia Warto też wspomnieć o ciekawym spostrzeżeniu Czesia kiedy po jednym z upadków na środku jezdni (no wyśliznął mi sie jakoś) na moją uwagę żeby się trzymał bo nas wezmą na izbę Odpowiedział z rozbrajającą pewnością siebie: "A wiesz gdzie mieszkasz?" "no wiem"- odpowiedziałem, na co Czesiu ripostował "to nas nie wezmą" Wracajac zaś do histori wspominałem że tworzyliśmy zgrany duet, ale potym jak wepchnąłem mego towarzysza za drzwi jego mieszkania zostałem sam i tu rozpoczęła się kolejna część tego obfitującego w dziwne zdarzenia dnia Zachowałem zdolnosć w miare prostego chodzenia natomiast straciłem mego przewodnika w postaci Czesia Wyszedłem z bloku Czesia i dopiero wtedy zorientowałem się ze nie wiem gdzie jestem mimo że urodziłem się w tym mieście i mieszkam w nim od zawsze Z jakiś zakamarków pamieci wydobyłem resztkami sił informacje ze od bloku Czesia do mojego domu jest 15 minut spacerkiem Problem polegał na tym ze przede mną były dwie drogi o różnych kierunkach Postanowiłem oddac sie losowi Poszedłem w prawo (co dopiero nastepnego dnia sobie uświadomiłem) i to nie była dobra decyzja wciąż nie wiedziałem gdzie jestem i nie mogłem znalźć żadnego obiektu który byłby mi znajomy Włóczyłem się po jakimś osiedlu szukając drogi I tak dość długo szedłem aż przyszło otrzeźwienie nagle znalazłem sie koło budynku prokuratury i policji i dzięki niemu zorientowałem się w terenie Ale to w pizdu daleko było ode mnie, z 40 min z buta Już godząc się z myśla ze czeka mnie dalsza długa wędrówka zauważyłem w oddali zblizający się autobus komunikacji miejskiej Nie speszył mnie fakt, że nie mam ani biletu ani pieniędzy na jego zakup ani że o tej porze juz dawno żadnw autobusy nie mają prawa jeździć Wybiegłem na ulice i jak popapraniec zacząłem machać rękami Kierowca o dziwo zatrzymał sie i wpuścił mnie do środka Spytał tylko czy jade do zajezdni bo on tam zmierza, nasze miejsca docelowe były zgodne gdyż mieszkam niedaleko zajezdni I tak jak król, sam w całym autobusie, który nie zatrzymywał się na przystankach i który wogóle nie powinnien jechać tą trasą o tej porze dotarłem do upragnionego domku Podziękowałem pięknie panu kierowcy, i już bez przeszkód udałem się szybko do domu i do łóżeczka, spojrzałem tylko jeszcze na zegarek była 1.15 w nocy jak sie później okazało Czesia wrzuciłem do jego miieszkania koło 23.30 wyszło więc że krązyłem po własnym mieście ponad godzine zanim znalazłem droge do domu Ale nie to było najgorsze Nastepnego dnia umierałem na kaca (w końcu spozyłem 2 litry wina), a Czesiu zadowolony wstał następnego dnia zdrowy jak młody bóg... niesprawiedliwe...!!! ale cóż lepiej mieć słabszą głowe niż zołądek, no ja mam na odwrót... |
|
|
|
 |
Hasiu
Ekspert Filozof Naczelny


Dołączył: 29 Cze 2007 Posty: 340 Skąd: Mikołów!
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2007 05:37
|
|
|
Hehe! Ja też miałem podobnie kiedyś! Tyle, że ja się ocknąłem na polu(?)... Szedłem drogą pod górkę (na trzeźwo to bym pewnie z górki szedł ale po pijoku człowiek chyba lubi się męczyć ), a kiedy już byłem na samej górze dotarło do mnie że stoję obok autostrady.. Chwila zastanowienia, pomyślunku i.. Aaaa! Już wiem gdzie jestem! I tak drogą doszedłem do domu.. Na drugi dzień się dowiedziałem, że wypiłem najwięcej i to mnie zgubiło... A zgubiło mnie może nie same picie, ale to że po pijoku, ledwie trzymając się na nogach stwierdziłem że idę do domu.. Na drugi dzień (bardziej od niechcenia, ale z musu i trochę z ciekawości) wziąłem rower sie przejechać na tą dzielnice zwiedzić co nie co tak na przyszłość i zobaczyć jak daleko zaszedłem w stanie braku przytomności.. A zaszedłem niewiele... Na rowerze tą drogę jechałem 2 minuty... Fajnie że szedłem nie w tym kierunku..
Także konfliktowy joe, ... Widać, że w swoim mieście też można się zgubić..
Pozdrawiam! |
_________________ Jestem w trakcie robienia strony internetowej o alkoholach!xD Wszelka pomoc mile widziana!
portal - www.alkoholfan.yoyo.pl
forum - www.alkoholfan-forum.yoyo.pl |
|
|
|
 |
holee
Acid Drinker


Dołączył: 07 Cze 2006 Posty: 1321 Skąd: Chełm / Rzeszów
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2007 07:00
|
|
|
konfliktowy joe, usmialem sie Dobre. Czesio widac ma lepsza przemiane materii albo cos skoro kacusia nie mial na drugi dzien.
Musze sie przyznac, ze ja tez sie kiedys zgubilem
Kilka lat temu w Krakowie jeszcze, popilismy w centrum w okolicach plant i rynku krakowskiego, niezle wcieci z kolega poroznilismy sie troche i sie rozstalismy, a obaj mieszkalismy w jednym akademikowym pokoju. Jako musialme byc niezle "zmeczony" gdy zaraz po wyjsciu z rynku stracilem orientacje w terenie. Do tego stopnia ze postanowilem zabrac sie do akademika taxowka. Pieniazkow nie mialem to musial dac w zastaw moja legitke i mowie Panu kierowcy - "Wiez mnie Pan do domu bo sie gubie w tym waszym Wrocławiu".
Nie wiem co mi strzeluilo do lba ze pomyslalem ze jestem we Wrocalwiu, moze dlatego ze jakis czas wczesniej bylem tam na wypoczynku
Innym razem do znalazlem w miescie o nazwie Hrubieszow (wschod Poslki) rzeke Odre i malo co sie do niej nie wpakowalem w zimie.
Tak wiec w glowce czasem sie mota. Na szczescie zawsze czlowiek jakos trafi, na okolo, ale trafi.
Pozdrawiam |
_________________ I'm in love with rock 'n' roll, satisfies my soul
 |
|
|
|
 |
von Bentschen
Alkus Tangens


Dołączył: 16 Cze 2006 Posty: 1263 Skąd: Bentschen
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2007 09:59
|
|
|
Bardzo fajna historia, taka swojska . | konfliktowy joe napisał/a: | | Generalnie nie powinna mieć ona miejsca bo wiele razy obiecywałem sobie ze za stary juz jestem na takie akcje |
A to co? Starymi się stajemy dopiero kiedy sami się tak zaczynamy nazywać. Nigdy nie jest się za starym na dobrą zabawę.
Zbąszyń jest troszkę za mały, żeby się w nim zgubić, ale po połowinkach jak wracałem do domu to prosiłem przyjaciela, żeby mnie chociaż troszkę odprowadził, bo wyląduję w jakimś rowie. Naturalnie po drodze nie ma żadnych rowów... |
_________________ I'll answer my fears by the blow of my axe!!!
Kampf ist unser letzte Kamerad!!!
 |
|
|
|
 |
makowa_panienka
Specjalista Gibka i niewywrotna


Dołączyła: 23 Sty 2007 Posty: 415 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2007 10:28
|
|
|
Ciekawa historia, Konfliktowy.
Moje miasto też jest odrobinkę za małe, żeby się w nim zgubić, ale na upartego można by (nie mieszkam w samym Poznaniu). Zawsze jakoś potrafiłam znaleźć drogę do domu. Nie licząc oczywiście razu, gdy mnie odprowadzano. |
_________________ Bujać to my, a nie nas, panowie szlachta.
 |
|
|
|
 |
konfliktowy joe
Zaawansowany homo chlorensis


Dołączył: 29 Gru 2006 Posty: 127 Skąd: Torun
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2007 11:27
|
|
|
...a najzabawniejsze było to ze uświadamiałem sobie śmieszność swego położenia Szedłem zagubiony po tych ulicach i normalnie śmiałem się w głos z samego siebie...
...i aż dziw że wczasie mojego włoćżenia się po tych wszystkich osiedlach żywej duszy nie spotkałem, żadnego dresa czy blokersa...jakbym szedł zupełnie trzeźwy to pewniebym w pape dostał i by mnie okradli a na "auto pilocie" to bez żadnych przykrych niespodzianek... |
|
|
|
 |
|